Into the wild - recenzja filmu

Kategoria: Blog
Utworzono: środa, 04, kwiecień 2012 15:34
Poprawiono: środa, 04, kwiecień 2012 20:44
Opublikowano: środa, 04, kwiecień 2012 15:34
Agata

Wyreżyserowany przez Seana Penna film Into the Wild oparty jest na książce Jona Krakauera o takim samym tytule.

Ten amerykański alpinista i dziennikarz opowiada historię Christophera McCandlessa, który po ukończeniu studiów porzucił dotychczasowe życie i zdecydował się na samodzielną wyprawę na Alaskę. Akcja filmu rozpoczyna się w momencie, gdy bohater przekracza granicę oznaczającą szczególnie niebezpieczny zimą teren Parku Narodowego Denali. Wędruje w głąb rezerwatu, znajduje opuszczony autobus, urządza się w nim, poluje, czyta książki i nareszcie doświadcza upragnionej samotności. Kolejne ujęcia rozgrywają się dwa lata wcześniej i pozwalają retrospektywnie poznać historię Chrisa. Zostajemy przeniesieni na rozdanie świadectw ukończenia studiów. Narracja prowadzona jest wówczas przez głównego bohatera. Spogląda on na żyjących obok ludzi, krytykuje otoczenie i rodziców. Następnie pałeczkę przejmuje jego siostra, Carine, która opowiada o tym, jak Chris oddał oszczędności na cele charytatywne, pozbył się wszystkich zbędnych rzeczy i ruszył z plecakiem w świat.
Dalsza część jest dość przewidywalna: niezwykłe przygody, nowe doświadczenia i podróż jako inicjacja w dojrzałość (jak przystało na film drogi). Ponadto samotność, która, jak przekonuje się bohater, nie daje szczęścia. Cóż z tego, że przeczytał mnóstwo książek, że nieustannie cytuje Londona (zwłaszcza jego Call of the Wild), Tołstoja, czy Thoreau. Dopiero w momencie śmierci (spowodowanej zjedzeniem trującej rośliny), pojął że „prawdziwe szczęście jest wtedy, kiedy się nim dzielimy”, cytując jego słowa. Oczywiście nie można mieć zastrzeżeń do konstrukcji tej opowieści. Scenariusz jest tu wierny książce i (prawie dokładnie) prawdziwej historii Chrisa McCandlessa. Mam jednak wiele zarzutów wobec Seana Penna za stworzenie schematycznego obrazu, który nie podejmuje próby wyjścia poza sztampowe zabiegi. Rozpoczynając od ekstatycznego podrzucania czapek na rozdaniu świadectw, stereotypowego wizerunku hippisów, amerykańskich rolników, nędzarzy z podziemnego, nocnego Los Angeles, na scenie śmierci głównego bohatera kończąc. Bowiem nawet finalny obraz okraszony jest licznymi górnolotnymi sentencjami. Dopiero na łożu śmierci Chris doczytał sugestię Londona, by nazwać rzeczy ich właściwym imieniem. I tak zamiast przybranym nazwiskiem Alexander Superstamp ostatnie przesłanie do świata podpisał własnym: „Miałem szczęśliwe życie i dziękuję Panu. Żegnajcie i niech was Bóg błogosławi!”. Po czym uroniwszy łzę wyzionął ducha. Odjazd kamery.
Oczywiście ironizuję i upraszczam. Nie mogę jednak wybaczyć Pennowi wyreżyserowania tak banalnego i pełnego kiczowatych obrazków filmu. Zachody słońca jak z tandetnych płócien, pięknie skrzące się ognisko, niebezpieczny spływ kajakiem i Chris czytający poezję na skale (na Judahu Skale, chciałoby się dodać). Nietrudno odgadnąć przesłanie, jakie ma nieść film: Chris, skrzywdzony przez konsumpcyjne amerykańskie społeczeństwo ucieka w dzicz, by odkryć prawdziwe emocje, obce współczesnemu światu. Jego nieszczęśliwe dzieciństwo zaś wynika z zawarcia przez zupełnie obcych sobie ludzi kontraktu małżeńskiego, mającego zapewnić im ekonomiczny dobrobyt. W filmie ukazana jest także platoniczna miłość głównego bohatera do młodej hippiski i piękna scena, gdy odrzuca on jej propozycję seksualną, by nie być do niczego i nikogo przywiązanym. Szkoda, że morały płynące z jego wielkiej podróży podane są w sposób tak oczywisty. Widocznie Penn zakłada, że odbiorca sam nie jest zdolny do takich konstatacji.
Na domiar złego nie mogę przejść obojętnie obok polskiego tytułu (zarówno książki Krakauera, jak i filmu), który brzmi: Wszystko za życie i moim zdaniem w żaden sposób nie odzwierciedla złożonego charakteru oryginału. Jest jednak rzecz, która mnie zachwyciła: muzyka autorstwa Eddiego Veddera. To ona pozwala wysiedzieć w fotelu, spaja akcję, wypełnia choć po części liczne dłużyzny i sprawia, że momentami da się wierzyć, że irytujący bohater o pięknej buzi i zmierzwionych włosach ma jednak coś do przekazania. Dlatego zamiast filmu polecam płytę ze ścieżką dźwiękową.

Reżyseria: Sean Penn
Scenariusz: Sean Penn
na podstawie powieści Jona Krakauera
Muzyka: Michael Brook, Kaki King, Eddie Vedder
Zdjęcia: Eric Gautier
Montaż: Jay Lash Cassidy
Producent: Sean Penn

Obsada:
Emile Hirsch jako Christopher McCandless
Marcia Gay Harden jako Billie McCandless
Vince Vaughn jako Wayne Westerberg
William Hurt jako Walt McCandless
Catherine Keener jako Jan Burres
Jena Malone jako Carine McCandless
Brian Dierker jako Rainey
Zach Galifianakis jako Kevin
Hal Holbrook jako Ron Franz

Rok produkcji: 2007
Tytuł oryginalny: Into the Wild
Czas trwania filmu: 140 min.
Produkcja: USA
Gatunek: dramat